
To jest historia o tym, jak Bóg nie tylko spełnia swoje obietnice, ale zawsze przekracza nasze wyobrażenia. On
może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy (Ef 3, 20).
My jesteśmy tego świadkami — w zeszły weekend doświadczyliśmy nieskończonego miłosierdzia i łaski.
W listopadzie 2025 dostaliśmy maila ze Słowacji z prośbą o zorganizowanie rekolekcji „Oto Oblubieniec” dla tamtejszej grupy małżeństw. Po krótkiej naradzie w grudniu podjęliśmy jednogłośną decyzję: podejmujemy to wyzwanie. Do ekipy zgłosiło się pięć par. Jednej z nich nie było dane fizycznie pojechać na Słowację, ale Bóg stworzył z nas jedność na płaszczyźnie duchowej. Armia wstawienników wspomagających nasz wysiłek była tak samo częścią ekipy jak ci, co pojechali.



Wyjechaliśmy już w czwartek. Po dość złożonej logistyce (przystanek w Pabianicach na przesiadkę — dziękujemy Karolinie i Przemkowi) późnym wieczorem dotarliśmy do miejscowości Sigord. Znajduje się tam centrum dla rodzin i małżeństw, którymi opiekują się greckokatoliccy księża. Przed snem uczestniczyliśmy w Eucharystii odprawianej dla nas przez naszego duszpasterza ks. Marcina Kąkola. Słowo Boże dało nam wskazówkę na cały weekend:
Słuchajcie głosu mojego (Jr 7, 23)
A więc wsłuchiwaliśmy się wszystkimi siłami. Jeszcze wieczorem odkryliśmy, że w oponie jednego z samochodów zeszło powietrze. Od samego rana w piątek nie obyło się więc bez wizyty u słowackiego wulkanizatora. Wymiana poszła błyskawicznie — widać Pan Bóg i w tym szczególe zadbał o wszystko. Ci, którzy od jakiegoś czasu są blisko Projektu Misterogrande, wiedzą, że złapanie gumy podczas wyjazdu rekolekcyjnego to jakaś dziwna rutyna. Jak widać, również rekolekcji słowackich to nie ominęło.



Piątek upłynął nam na przygotowaniach miejsca na przyjęcie uczestników. Małgorzata, Agnieszka, Karolina i ich mężowie pracowali bez wytchnienia, aby kawiarence nadać charakter domowej gościnności. Nie było to proste — kawiarenka dzieliła przestrzeń z salą wykładową, a ponieważ gościnność i kawa to znak firmowy Misterogrande, trzeba było uruchomić pokłady wyobraźni, żeby tę przestrzeń wydzielić i ocieplić. Czytania mszalne znowu przypomniały o słuchaniu, ale także o konieczności całkowitego zawierzenia Bogu, bo
Asyria nie może nas zbawić (Oz 14, 4)
Całkowite zaufanie Bogu i oddanie Jemu tego czasu służby było dla nas absolutnie niezbędne. To warunek działania Ducha Świętego. Po ludzku trudności nie brakowało. Ekipa była bardzo mała — tylko cztery pary przyjechały na Słowację. Nie znaliśmy domu rekolekcyjnego — miejsca na materiały było tak mało, że musieliśmy pomysłowo chować przygotowania na poszczególne wykłady, żeby uczestnicy nie podglądali, co za chwilę będzie się działo. Obawialiśmy się grup dzielenia — jak prowadzić intymną rozmowę, gdy nie mówi się tym samym językiem? Gdyby zatrzymać się na tym poziomie, trzeba by uznać, że to jakaś pomyłka. Że to dla nas zbyt trudne. A jednak wsparcie wstawienników, słowo od naszego duszpasterza, obecność Ducha Świętego i otwartość uczestników sprawiły, że był to czas wyjątkowy — czas wylania się ogromnej łaski na nas i na uczestników. Musieliśmy pozostawić nasze własne wyobrażenia i otworzyć się na to, że Bóg ma plan.
Pary, które przyjechały na rekolekcje, przyjęły nas z ciepłem i serdecznością. Różnica języków mogła być przeszkodą, ale szybko okazało się, że polsko-słowackie porozumienie ma swój urok. Staraliśmy się każdy wykład zaczynać kilkoma zdaniami po słowacku — co za każdym razem wzbudzało uśmiechy i radość uczestników, że podejmujemy trud mówienia w ich języku. Odkryliśmy też, że miłość to po słowacku „láska", a łaska to „milosť". Na rekolekcjach o miłości małżeńskiej trudno o lepszą grę słów. Dla nas oznaczało to jednak dodatkowe wyzwanie — słysząc tłumaczenie tego, co właśnie powiedzieliśmy, sami gubiliśmy się, o czym tak naprawdę mówiliśmy. O miłości czy o łasce? Nie brakowało osób mówiących dobrze po polsku. Nasi tłumacze — Jana, Ojciec Paweł i Richard — stanęli na wysokości zadania i byli niezwykłym darem dla całej ekipy. Różnice znikały też całkowicie podczas wspólnego śpiewu — sporo naszych pieśni Słowacy znali ze swoimi słowami. Śpiewaliśmy razem, każdy w swoim języku, i jakoś się rozumieliśmy. A grupy dzielenia, których tak się obawialiśmy? Okazało się, że można nie rozumieć wszystkich słów, a jednak dobrze się dogadać. Treści, którymi się dzieliliśmy, trafiały do serc i umysłów uczestników.
Sobotnie Słowo znowu skierowało nas ku ufności. Prorok Ozeasz namawiał nas i uczestników:
Chodźcie, powróćmy do Pana! On nas zranił i On też uleczy, On to nas pobił, On ranę przewiąże (Oz 6, 1)
Kiedy ufamy Jemu, wypełnia się na nas proroctwo:
żyć będziemy w Jego obecności (Oz 6, 2)
Bóg nas doświadczał na różne sposoby, ale udzielał nam Siebie i Swojej Obecności. Dzięki temu mogliśmy podzielić się ze Słowakami tym, co sami przeżyliśmy i co kiedyś otrzymaliśmy. Pomimo Wielkiego Postu był to czas wielkiej radości. I może zupełnie nieprzypadkowo — Niedziela Laetare.
Czytania niedzielne wraz z komentarzem ks. Marcina były niezwykle mocne. To obraz bycia namaszczonym. Najpierw król Dawid oliwą, ale później również niewidomy z Ewangelii został pomazany błotem. I przejrzał.
Nie tak bowiem, jak człowiek widzi, widzi Bóg, bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce (1 Sm 16, 7)
Tworząc coraz bardziej zjednoczoną wspólnotę — między nami i z uczestnikami — czuliśmy, że Bóg pokazuje nam to, co niedostępne dla oczu. Wszyscy razem zostaliśmy namaszczeni przez Pana i posłani. Rekolekcje odsłoniły też piękno jedności w różnorodności Kościoła. Wśród uczestników byli greckokatoliccy księża ze swoimi żonami — żyjący powołaniem kapłańskim i małżeńskim jednocześnie. Różne obrządki, różna liturgia, a jedno serce. Ich obecność przypomniała nam, jak wielkim bogactwem jest Kościół, w którym tyle tradycji współistnieje i wzajemnie się ubogaca.

Najbardziej wzruszający moment przyszedł na końcu. Słowacy postanowili podziękować nam w najpiękniejszy możliwy sposób — pomodlili się nad nami. Modlitwę prowadzili przedstawiciele grupy charyzmatycznej. Wszystkich z ekipy doprowadzili do łez wzruszenia i wdzięczności. Całe rekolekcje były dla nas doświadczeniem niezwykłym. Ciężko opisać trudności, jakie przeżywaliśmy, i łaskę, która na nie odpowiadała. Musicie więc nam uwierzyć na słowo: Bóg działa cuda. Potrafi doprowadzić do jedności nawet w obliczu różnic językowych, kulturowych i pomimo wszechogarniającego zmęczenia. Nie był to łatwy czas, ale z pewnością czas błogosławiony, który każdemu z nas pozwolił choć trochę się nawrócić. Słowacy swoją hojnością zawstydzili nas. I to bardzo dobrze — bo to znaczy, że jeszcze sporo wyzwań przed nami i jeszcze więcej łaski. Bo Bóg zawsze spełnia swoje obietnice.

Boże bądź uwielbiony! Tobie chwała. Zachęcamy wszystkich do modlitwy za Kościół na Słowacji, aby wzbudził w sercu uczestników pragnienie dzielenia się tymi treściami we wszystkich środowiskach, gdzie na co dzień posługują.



Agnieszka i Arek, Agata i Andrzej, Dorota i Marek, Gosia i Łukasz (oraz Józef), Karolina i Wojtek wraz z ks. Marcinem